Ogarnij przygotowania do ślubu!

Ustalić termin w kościele i w sali weselnej. Brać firmę planującą wesela czy nie? Znaleźć dobrą florystkę, kamerzystę, fotografa. Wybrać menu, dogadać szczegóły. Nie mamy jeszcze zespołu! Zaraz, a może lepszy będzie DJ? Fajnie, tak, tylko który? Jak wybrać? Ten czy tamten - ok jest. Biegniemy, biegniemy, jest meta na horyzoncie! Ale czy znajdzie jeszcze dla nas termin? Jeśli nie, to weźmiemy kogoś z listy rezerwowej... Trudno, pogodzimy się z tym, nie można mieć wszystkiego. Niewiele o nim wiemy, ale ślub coraz bliżej. Wszystko trzeba załatwić, zegar tyka. Szkoda, doba ma tylko 24 godziny.

W tak szalonym tempie dzisiaj żyjemy, i w jeszcze bardziej szalonym załatwia się dzisiaj sprawy. Owszem, z wieloma trudnymi sytuacjami można sobie poradzić. Można. Nawet i z jeszcze trudniejszymi, jesteśmy bardziej zdolni i zaradni niż nam się wydaje. A jaka potem jest satysfakcja! Było tak ciężko to dopiąć, wszystko wisiało na włosku, ale daliśmy radę. Z tym, że kosztuje to nas to mnóstwo stresu. A za stres płacimy zdrowiem. Swoim.

Będąc fotografem ślubnym widziałem już wiele uroczystości gdzie musiałem wykazać się czymś więcej niż chwytaniem ulotnych chwil. Czy np. kamerzysta, dojeżdżający o godzinę za późno na przygotowania i błogosławieństwo jest powodem by film z błogosławieństwa nie powstał? Film powstał, i to z różnych ujęć! I zdjęcia też powstały. Bo przecież, jak mówią: „fotografia ślubna to coś więcej niż zdjęcia”. A kamerzysta nawet wcale się nie spóźnił. W pośpiesznej wymianie maili niedokładnie umówiono godziny.

Gdybyśmy tylko mogli coś zrobić, żeby pozałatwianie tych spraw było prostsze i nie aż tak stresujące. Na swojej drodze coraz częściej spotykam ludzi, którzy bardzo fajnie, i trochę inaczej podchodzą do tego tematu. I tym podejściem chcę się tutaj podzielić.

Wcześniejsze planowanie

Dzisiaj można zacząć planować ze sporym wyprzedzeniem. I czasami nawet trzeba, ze względu chociażby na dostępność popularnych sal weselnych. To w pewien sposób wymusza na parach podjęcie odpowiednio wczesnych działań. Albo my zarezerwujemy, albo w tym dniu będzie bawił się ktoś inny. Podejdźmy więc w ten sam sposób także do naszych pozostałych usługodawców: kamerzysty czyli naszego filmowca, muzyków, fotografa, karykaturzysty weselnego, wodzireja, firmy wynajmującej stare auta. Lub kogokolwiek innego, kogo chcielibyśmy zaangażować do pacy przy okazji naszej uroczystości. Nie zostawiajmy tego na ostatnią chwilę.

Czemu tak wcześnie o tym myśleć? Przecież jest tyle firm, tylu fotografów i innych fachowców na rynku, na pewno kogoś znajdziemy!

Tak. Nie będę nawet próbował zaprzeczać, usługodawców jest zatrzęsienie. Dajmy sobie więc odpowiednią ilość czasu, żeby z tego tłumu wybrać najodpowiedniejszych. A przedtem zastanowić się dobrze kogo byśmy chcieli. I tu jest duży zysk: mając czas możemy lepiej go poznać. I sprawdzić czy rzeczywiście nam odpowiada. Nie kupujmy kota w worku.

Spotkania z usługodawcami

Jest fachowiec. Ma tytuły, nagrody, portfolio. Tylko że... my byśmy chcieli, żeby zrobił nam oprócz reportażu takie jeszcze jedno zdjęcie... Mamy taki pomysł ... tylko może on pomyśli, ze to banalne, za proste. Jak mu o tym powiedzieć i w którym momencie ślubu?

Najlepiej spotkać się, porozmawiać, zapytać o to osobiście. I co najważniejsze: jeszcze przed ślubem. Doskonale do tego nadają się kawiarnie, wybierzcie tę, którą lubicie. On lub ona tam dojedzie. Jeśli zorientujecie się, że trudno Wam się rozmawia o Waszych potrzebach - spokojnie. Nic złego się nie dzieje. Macie jeszcze czas by spróbować porozmawiać z innymi. Ta sama zasada dotyczy nie tylko fotografów, lecz i pozostałych usługodawców.

Na pewno już wiecie do czego zmierzam. Doskonała witryna z portfolio jest jakimś wyróżnikiem, ale tego, co naprawdę Was interesuje, dowiecie się kiedy poznacie usługodawcę osobiście.

Ten medal ma oczywiście i drugą stronę. Mi, jako usługodawcy, dużo łatwiej i efektywniej pracuje się z parami, z którymi udało mi się spotkać przed uroczystością. Kiedy mam możliwość dowiedzieć się czego dokładnie oczekują po sesji czy reportażu. Jeszcze lepiej, kiedy dali sobie tyle czasu by zrobić sesję narzeczeńską. Wówczas miałem już możliwość poznać ich jako ludzi, ich wrażliwość i wewnętrzny świat. Hej, i to nawet przed ich własnym ślubem, który miałem sfotografować - to się nazywa komfort!

Część osób, tych bardziej bezpośrednich, mówiła mi, że jednym z powodów, dla których zdecydowali się na sesję narzeczeńską była chęć sprawdzenia jak oni (nie inni ludzie) będą wyglądali na moich zdjęciach, zanim ostatecznie wybrali mnie nas fotografa ślubnego. Dla niektórych była to już druga taka sesja.

Dużo trudniej pracuje się w sytuacjach, kiedy z parą spotykam się po raz pierwszy pod kościołem. Nie wiedząc nawet jeszcze jak wyglądają. Ale i wtedy trzeba sobie poradzić. Choć mam nadzieje, że ten artykuł będzie stanowił jakiś mały przyczynek do tego by sytuacja w tej naszej, przecież bardzo pięknej branży zmieniła się na lepsze.

Planujemy w miarę możliwości wcześniej, dajmy sobie czas do namysłu i doceńmy kontakt osobisty. Bierzmy sprawy w swoje ręce, nawet jeśli te sprawy załatwia za nas firma organizująca śluby. Bo to wszystko przecież jest dla nas i od nas też zależy efekt końcowy.

Dziękuję za czytanie!

Michał